

Wiesz co, ja nigdy do końca nie wiem co próbujesz przekazać swoimi wpisami. Piszesz używając niepotrzebnie skomplikowanego języka, co za każdym razem odstrasza mnie i zniechęca do wymiany. Zapytam więc szczerze: czy w ten sam sposób wypowiadasz się na żywo, twarzą w twarz?
Co do projektu (o którym wcześniej nie słyszałem), to przede wszystkim nie jest tam wyjaśnione w jaki sposób poszczególne regulacje miałyby utrudnić temu projektowi funkcjonowanie w europejskiej jurysdykcji (z wyjątkiem CSAM). Dlatego gdy piszą np. że troszczą się o wolność słowa, to ja odbieram to jako unikanie odpowiedzialności. Gdybym ja wyjaśniał potencjalnym użytkownikom, że zostali wykluczeni, to bardziej bym się postarał żeby rozumieli z czego to wynika. No, chyba że chciałbym zepchnąć winę na kogoś lub rozmyć odpowiedzialność…

W świecie IT mówi się o dwóch rodzajach złożoności: koniecznej – wynikającej z dziedziny, którą modelujemy w systemie, oraz zbędnej – wynikającej z samego sposobu rozwiązywania problemu. Moim zdaniem dwa analogiczne rodzaje złożoności występują w komunikacji: jeden wynika z omawianego tematu, drugi z zastosowania języka bardziej wyszukanego niż to w danej sytuacji konieczne. Zgadzam się z Tobą co do złożoności tego świata, ale mam inne zdanie na temat tego, jak o tej złożoności rozmawiać.
Twórcy Gnoppiksa też w ogóle nie wspomnieli o możliwości użycia tej dystrybucji do takich celów, więc moim zdaniem nie w tym rzecz. Chyba o to trochę tutaj chodzi – że gdybamy, bo komunikat jest niejasny i nie wskazuje konkretnych trudności projektu wynikających z europejskich regulacji, oczywiście poza tymi formalnie wymierzonymi w CSAM.
Nie wiem w jaki sposób regulacje wymuszające skanowanie korespondencji miałyby wpłynąć na tę dystrybucję (przeznaczoną z założenia do czegoś innego niż udostępnianie usług w sieci). Oczywiście tylko sobie gdybam, bo niewiele wiem o tej dystrybucji, jej twórcach i użytkownikach, ale trudno mi się pozbyć wrażenia, że to po prostu dziwnie wygląda.
Na tym zakończę swój udział w dyskusji.